O mnie

Miłośnik wycieczek kolejowych oraz komunikacji miejskiej, który w wolnym czasie podziwia świat zza okna pociągu.

niedziela, 19 kwietnia 2015

AZJA CENTRALNA 2015

Podróżując przez blisko dwa miesiące po Azji Centralnej przejechaliśmy od ciągnących się w nieskończoność pustynnych stepów Uzbekistanu przez białe szczyty Pamiru, przechodzące w bajeczne krajobrazy Kirgistanu, kończąc w Kazachstanie. Mimo napotkanych nieudogodnień, watro było odwiedzić te cztery kraje byłego ZSRR, w których można odnaleźć całkiem inną rzeczywistość niż  tą znaną nam z opowieści,filmów lub książek. P.S Tym razem na początku będę pisał przydatne informacje.


piątek, 27 marca 2015

Wiosna na Morawach

 Wrocław - Opole - Głuchołazy - Tremesna ve Slezku - Jesenik - Hanusovice - Lichkov - Międzylesie 

 Minęły blisko dwa miesiące od ostatniego wyjazdu.  Dłużej już nie wytrzymałem. W końcu wziąłem urlop na żądanie i wyruszyłem na powitanie wiosny u naszych sąsiadów na Morawach. Plan tego kółeczka miałem zapiany jeszcze w styczniu, lecz cały czas coś mi przeszkadzało w jego realizacji. Trasę rozpocząłem od porannego pociągu Regio odjeżdżającym o 5:23 z Wrocławia do Opola, gdzie dokupiłem do mojego biletu turystycznego, bilet Czechy +, który jest sprzedawany tylko w dniu wyjazdu. Po kilku minutowej przerwie czekał na mnie bezpośredni szynobus Kolei Opolskich do Głuchołaz, którym odjechałem punktualnie o 7:23.
Słoneczny poranek w Opolu stworzył odpowiedni klimat na pierwszy dzień wiosny.
 Ludzi w pociągu jak na lekarstwo. Ciężko się temu dziwić skoro prędkość przejazdu wahała się między 40 a 50 km/h. Dopiero dwie stację przed Nysą wsiadło więcej podróżnych. którzy jechali do ów stacji. Po dwóch godzinach jazdy, o 9:23 wysiadłem w Głuchołazach, a wraz ze mną dwie osoby. Pociąg kontynuował jazdę do Miasta, lecz ze znikomą frekwencją. Tutaj miałem godzinę oczekiwania na pociąg do Tremesny ve Slezsku. Pokręciłem się po stacji, poszedłem w kierunku magazynu kolejowego, przy którym stały dwa składy cystern oraz nawiedzona babka, która mnie opierdzieliła żebym tam nie podchodził. Wokół mnie nikogo nie było, ani jeżdżących pociągów, ani ludzi, to przyczepiła się do mnie. Przemilczałem tą sytuacje i grzecznie wróciłem na stacje. I tak w promieniach wiosennego słońca i panującej ciszy przeczekałem na swój Vlak.





Magazyn towarowy oraz wyjazd w kierunku Czech i stacji Głuchołazy Miasto 
 O godzinie 10:20 wyruszyłem na odwiedziny Czeskiej stacji wąskotorowej .Na stacji Tremesna również panowała cisza oraz totalny brak żywej duszy. Przeszedłem na drugą stronę budynku, po której odjeżdżały pociągi wąskotorowe do miejscowości Osoblaha. Przy peronie stał już podstawiony skład. Nieco byłem zdziwiony z tego powodu, ponieważ byłem przekonany, że wąskotorówka kursuje tylko w wybrane dni w roku. Po chwili zauważyłem jakiegoś faceta, który kręcił się po stacji. Spróbowałem do niego zagadać łamiąc język Polski na Czeski "czy pociąg dzisiaj jeździ". Na szczęście okazało się, że to był Anglik, który przyleciał specjalnie po to, żeby się przejechać tą wąskotorówką. Do odjazdu jego pociągu pozostało pół godziny,czyli tyle samo co do mojego. Czas spędziliśmy na rozmowie w trakcie, której okazało się, że nocuje w tej samej  miejscowości, do której teraz będę zmierzał. Udzielił mi kilka informacji co można tam robić, następnie pożegnałem się z Anglikiem, który był jedyną osobą w pociągu wąskotorowym. O jednakowej porze miał również odjazd mój pociąg do miejscowości Jesnik. 
 Widok stacji na wyjazd w stronę Głuchołaz
Lokomotywa wąskotorowa numer 705916 z 1958 roku oczekuje na odjazd do stacji Osoblaha
 Szlak kolejowy prowadził przez piękne pagórkowate tereny przygraniczne. O godzinie 12:42 dojechałem na miejsce. Tutaj miałem 4 godziny postoju. Miejscowość Jesenik jest uzdrowiskiem, które ma w sobie do zaoferowania wiele pieszych wycieczek w okoliczne góry. W planie miałem zrobienie sobie jakieś wycieczki, lecz skorzystałem z porady Anglika, który udzielił mi informacji o tutejszym mały browarze.
 Stacja Jesnik z widoczym "nurkiem"

 Wyjście ze stacji w kierunku centrum miasta
 Po wyjściu ze stacji jest mapa z rozrysowanymi szlakami, lecz ja podążyłem swoim szlakiem. Czyli prosto w dół w kierunku centrum, następnie lekko w lewo i dotarłem na miejsce. Browar otwierali o 14, do której zabrakło mi 10 minut. Przeczekał i dzięki temu byłem pierwszym klientem. Wewnątrz browar przypominał mi bardziej kawiarnie niż pijalnie piwa. Do wyboru były trzy rodzaje piwa o pojemności 0,5 l w cenie od 27 do 37 koron ( 4 a 5,5 zł ). Cena była uwarunkowana od mocy alkoholu :). Skosztowałem każdego z osobna i powiem, że mógłbym pić do zamknięcia knajpy. Z każdym kolejnym łykiem piwa pojawiało się coraz więcej ludzi, także z Polski. 
Niepozorna droga do "źródełka mocy"
 Piwo Jesenik: zajbiste w smaku, zero mułu, zero szczochów, po prostu genialne. 
 Po godzinie 15 opuściłem minibrowar i spacerowałem po miasteczku. Zwiedziłem Rynek, pobliski Kościół, oraz Gotycką Twierdzę na Wodzie, w której mieści się Muzeum Historii Ziemi Jesenickiej. Wprawdzie wody nie było, ale miło spędziłem tam resztę czasu. Były to chyba jedyne atrakcje, poza oczywistymi górskimi wędrówkami.

 Ratusz
Twierdza wodna z XIII wieku przebudowana w XVIII wieku na Zamek 
"Motorówa" do stacji Zabreh na Morave
 O 16:54 miałem odjazd mojej "motorowy" do stacji Hanusovice. Zaraz po wyjeździe z Jesenika zapadał zmrok, który umożliwił obejrzenie zachodu słońca w górskim krajobrazie. Przejeżdżając przez ten szlak kolejowy pociąg wije się jak wąż, pokonując przy tym liczne wzniesienia oraz tunele.W Hanusovicach miałem 3 minuty na przesiadkę. Na stacji oczekiwały jeszcze 3 wagony motorowe rozjeżdżające się w różnych kierunkach Czech.
 Stacja Hanusovice
Moja "Motorówa" oraz szynobusy oczekujące na pasażerów 
 Mój miał odjazd o 18:02 do stacji Lichkov, na której spędziłem godzinie czekając na nasz zespół trakcyjny EN57 jadący z Usti nad Orlicy do Wrocławia Głównego. Na szczęście noc spędziłem u znajomych w Międzylesiu. I tak pełny pozytywnych wrażeń skończyłem pierwszy dzień na Morawach.

Międzylesie - Lichkov - Hanusovice - Bludov- Olomouc -Krnov- Głuchołazy - Wrocław 

 Kolejnego dnia pogoda nie była już tak przyjemna jak poprzednio. Od rana padał deszcz i wiał zimny wiatr. Mimo tego rozpocząłem swoją podróż od porannego wyjazdu o godzinie 9:06 ze stacji Międzylesie do Lichkova. Na samym początku miałem problem z zakupem kolejnego biletu Czechy+.Na stacji w Międzylesiu wszystkie kasą są nieczynne a czeska obsługa pociągu, która przejmuje tutaj służbę nie ma takiej opcji sprzedaży. Jedyną szansą było poproszenie Polskiej obsługi o wydanie biletu. Pociąg miał tylko dwie minuty przerwy, szybko podbiegłem do czoła pociągu, zagadałem do konduktora i się udało :) Rozpocząłem kolejny dzień na Morawach. W Lichkovie miałem dwie minuty na przesiadkę, ale po wczorajszym dniu siedziałem spokojnie wiedząc, że wszytko na siebie czeka i nie ma problemu ze skomunikowaniem Czeskich pociągów. A tu niespodzianka. Zaraz po zajęciu miejsca w szynobusie jadącym do Hanusovic konduktorka oznajmiła mi, że odjeżdżamy za 20 minut. Trochę się wkurzyłem, bo na kolejną przesiadkę miałem 7 minut. Po około 15 minutach przyjechał pociąg z Usti nad Orlcie, z którego wyłoniła się grupka Czeskich emerytów, na których czekaliśmy. W końcu ruszyliśmy z punktualnym 20 minutowym opóźnieniem. Widoki za oknem stłumi moje nerwy, a przebijające się słońce wróżyło polepszenie złej aury.
 Wysiadłem na stacji w Hanusovicach i nie wiedziałem zbytnio co dalej...Mój następny pociąg, którym miałem dojechać do miasta Olomouc odjechał punktualnie, więc klapa. Na stacji stał tylko jeden szynobus , do którego podszedłem i zapytałem stojąca na peronie konduktorkę czy jedzie w moim kierunku. Okazało się, że nie ma problemu. Szynobus jedzie do stacji Bludov a stamtąd jest skomunikowanie z pociągiem do mojej stacji. I faktycznie tak było. Genialna przesiadka do "Nurka" i godzina jazdy po szlaku kolejowym jakości naszej CMK lub lepiej. Pociąg dosłownie sunął jak po szkle. W końcu o godzinie 11:27 dojechałem na miejsce. Przyjechałem pół godziny później niż planowałem. Pozostało mi tylko półtorej godziny do kolejnego pociągu. Stare miasto jest oddalone od dworca około 30 minut drogi. Mój plan na zwiedzanie i tak był napięty, więc ograniczyłem się do zwiedzenia dworca kolejowego. Wkurzyłem się tym faktem, bo miasto ma wiele do zaoferowanie, wspaniałą architekturę i wiele zabytków. Cóż trzeba będzie tutaj jeszcze wrócić i zawitać na dłużej.
Wejście główne do stacji
Mój Vlak z Bludova na stacji Olomouc 
Stacja Olomouc wraz z komunikacyjnym węzłem przesiadkowym 
 Wnętrze stacji
Tramwaj "L-ka" na przystanku przy stacji Olomouc 
 O godzinie 13:07 wyjechałem z Olomouc "motorówą" do stacji Krnov, gdzie miałem przesiadkę w pociąg do Głuchołaz, do których dojechałem punktualnie o 15:55. Tutaj musiałem kontynuować swoją podróż busem. Lecz żeby jeszcze nie oddalać się od kolei chciałem dojechać do Nysy i stamtąd złapać szynobus do Opola. Przyśpieszyłem kroku, żeby zdążyć na dworzec autobusowy znajdujący się przy stacji Głuchołazy Miasto. Na miejscu pojawiłem się o 16:20 czyli 10 minut przed planowym odjazdem mojego busa. Szukałem jakiegoś rozkładu jazdy lecz poszukiwania okazały się bez celowe. Na poszczególnych słupkach przy "peronach" widniały tylko rozkłady jaz PKS-u. Wybiła godzina mojego odjazdu i nic...można powiedzieć witaj w Polsce...zebrała się grupa osób, do których podszedłem i zapytałem o mojego busa. Okazało się, że się zawsze spóźnia 15-20 minut. Więc dalszy plan kontynuacji mojej podróży uległ w gruzach. O godzinie 16:45 odjechałem z Głuchołaz busem przypominającym marszrutki w Gruzji.
Mapka ze zaznaczonymi przejechanymi szlakami
 Podsumowując zaliczone szlaki kolejowe uważam za najpiękniejsze ( zaraz po Norwegii) jakie do tej pory zwiedziłem. Wyjazd na pewno trzeba będzie powtórzyć, najlepiej latem lub zimą. Zaliczyć wąskotorówkę w Teremsne ve Slasku oraz zwiedzić miejscowość Olomouc.


niedziela, 25 stycznia 2015

Kraków-Zagórz-Terespol-Wrocław

  Wrocław-Kraków-Zagórz

  Nowy Rok i nowe układanie planów wyjazdowych. Na pierwszy wyjazd w 2015 roku wybrałem się do Zagórza. Wybrałem to miejsce ze względu na niepewną sytuację związaną z dalszym kursowaniem pociągów na tym szlaku. Kupiłem bilet podróżnika TLK i z powodu braku odpowiedniego połączenia kolejowego z Wrocławia do Krakowa musiałem kupić jeszcze bilet na Polskiego Busa :(. Trochę zniesmaczony jazdą autobusem jakoś się przełamałem i wsiadłem w piątek o 21 do PB, w którym o dziwo nie było tłoczno. Zamknąłem oczy, żeby zaoszczędzić energie na kolejne dni. Po północy dojechałem do Krakowa, miałem trzy godziny do odjazdu mojego pociągu TLK Monciak. Wolny czas wykorzystałem na spacerek po mieście. Minęło kilka lat od kiedy ostatni raz miałem czas na zwiedzanie Krakowa, z tego co pamiętam zapisał się w mojej pamięci jako ciemne miasto. I faktycznie po wyjściu z dworca panuję ciemność, pomyślałem, że nic się nie zmieniło. Idąc dalej w stronę starego miasta, które znajduje się 5 minut od dworca przeszedłem przez Bramę Floriańską, za którą  rozpoczyna się nocne życie. Przeważnie można spotkać imprezowiczów oraz co jakiś czas zaczepiające ludzi dziewczyny z parasolkami, które z zapytaniem i uśmiechem "Dzień dobry, dokąd pan idzie" proponują klub ze striptizem. Pokonując kolejne metry doszedłem do rynku, na którym również panowała ciemność, popatrzyłem na wieże kościoła Mariackiego i poszedłem dalej w kierunku Wawelu. Ciekawe jest to, że zaraz po opuszczeniu rynku robi się pusto i cicho. Zrobiłem spokojną rundkę wkoło Wawelu, po której skończyły się atrakcje Krakowa i kierowałem się z powrotem w kierunku dworca. Cały spacerek zajął mi półtorej godziny, drugie tyle zostało. Zastanawiałem się co z tym czasem zrobić, nic nie przychodziło mi ciekawego do głowy jedyne co chodziło mi po myśli to "może pójść na ten striptiz" :) Wróciłem na dworzec i poczekałem na zajebiście niewygodnych plastikowych ławkach umieszczonych wewnątrz. Po godzinie nie wytrzymałem wżynających się w plecy plastików, więc  szwędałem się po peronie. Za chwile został zapowiedziany mój pociąg z informacją o 10 minutowym opóźnieniu. Tak czy siak opóźnienie nie uległo zmianie i o 3:20 pojawił się mój TLK Monciak, składający się z 13 wagonów, z czego część jechała do Przemyśla, druga część do Zakopanego i w końcu moja do Zagórza. Zająłem swoją miejscówkę w pierwszej klasie, w której miałem cały przedział dla siebie. Po około 10 minutach odjechaliśmy do kolejnej stacji Kraków Płaszczów, na której odbył się pół godzinny postój, podczas którego zostały odczepione wagony do Zakopanego. Punktualnie o godzinie 4:01 odjechaliśmy z Płaszczowa. Za oknem była jeszcze noc, więc nastawiłem sobie budzik na 7:30  i zdrzemnąłem się  w moim ulubiony środku transportu. Planowo o godzinie 7:41 przyjechaliśmy do Rzeszowa w którym, został odczepione wagony do Przemyśla oraz zmieniona lokomotywa z EP 07 na "czeskiego nurka". I tak z 13 wagonów zostały trzy do Zagórza. Na peronach pusto, w pociągu pusto, nawet nikt nie chodzi do toalety, zacząłem się zastanawiać czy ktoś oprócz mnie jeszcze jedzie tym pociągiem. Po wyjeździe w Rzeszowa szlak zaczyna przybierać bajkowy krajobraz Galicji, którego nawet brzydka pogoda nie mogła popsuć.  Kolejny dłuższy postój odbył się w Jaśle, w którym zmieniono czoło pociągu. Postój wykorzystałem na porobienie pierwszych zdjęć.

 Przed stacją  końcową  pociąg zatrzymał się na imponującej stacji i moim zdaniem najładniejszej na szlaku tj " Nowy Zagórz" niestety tylko rzuciłem okiem i pojechaliśmy dalej. Punktualnie o godzinie 11:13 dojechałem do Zagórza, oprócz mnie z pociągu wysiadło pięć osób. Pociąg powrotny i jedyny miałem o 17:50,więc spokojnie miałem czas żeby porozglądać się po miejscowości.
TLK Monciak na stacji Zagórz
Stacja Zagórz z 1917 roku
Stacja widok od strony ulicy 
TKt 48-124
 Pogoda zaczęła dopisywać. Po opuszczeniu dworca wychodzi się na główną ulicę, którą kierowałem się do oddalonych o jakieś 2 kilometry ruin Klasztoru Karmelitów Bosych z XVIII wieku. Droga przebiega przez przejazd kolejowy, z którego zdążyłem obserwować manewry "nurka".
Manewry "Nurka"
 Po około kilometrze widnieje znak prowadzący do klasztoru. Droga odbija w lewo w mała uliczkę. Znów przeszedłem przez przejazd kolejowy szlaku wiodącego w kierunku Łupkowa. Moja trasa zaczęła się robić coraz bardziej stroma. Wzdłuż drużki do klasztoru została zrobiona droga krzyżowa. Duże rzeźby wykonano z drewna oraz z innych materiałów.
Blok znajdujący się przy dworcu kolejowym z mapą miejscowości 
Przejazd kolejowy na szlaku do Łupkowa 
Źródełko mocy przy przejeździe kolejowym
Niektóre z rzeźb znajdujących się na drodze krzyżowej, wiodącej do Klasztoru 
  Po wejściu na górkę ukazał mi się klasztor, który wyglądem przypominał scenę z horroru. Wejście do klasztoru było zamknięte i pewnie otwarte tylko w sezonie. Troszkę się wkurzyłem tym faktem i szukałem sposobu jak tam się dostać. Przeszedłem wzdłuż muru otaczającego budowle i znalazłem przejście/wejście. Od razu się uradowałem i po chwili znalazłem się na terenie klasztoru. Pochodziłem po ruinach, pooglądałem piękne widoki, chwile podumałem i wróciłem tą samą drogą do miasta.
Klasztor Karmelitów Bosych 
Widok z bramy głównej 
 Kolejnym punktem, w którym się chciałem znaleźć była górka  wznosząca się nad stacją, na której znajduję się wielki krzyż. Przed tą wyprawą odwiedziłem pizzerie znajdująca się niedaleko stacji, w której zjadałem obiad i dostałem dalsze informacje. Musiałem przejść główną drogą w kierunku skrzyżowania i dalej wiaduktem nad torami, później dojść do zakładu samochodowego, z którego kierowałem się polną drogą w kierunku krzyża. W końcu po około 30 minutach dotarłem:) Miejsce okazało się jednym z piękniejszych jakie widziałem. Spokój, cisza, i widok na piękną dolinę Osławy.

 Spędziłem w tym miejscu jakąś godzinę i po godzinie 15 zacząłem schodzić w dół w kierunku dworca kolejowego. Na stacji porobiłem kilka fotek, których wcześniejsze wykonanie uniemożliwiał mi stojący przed wejściem do budynku sokista. Słońce zaczęło już zachodzić, zrobiłem jeszcze zakupy na dalszą podróż i wsiadłem do mojego składu.Teraz czekało mnie blisko 12 godzin jazdy do Warszawy. Wyjechałem  punktualnie, podczas całej trasy znów miałem przedział sam dla siebie :)

Zagórz-Warszawa-Terespol-Wrocław 

 W Warszawie zameldowałem się o czasie tj. 5:10, kolejny pociąg tym razem do Terspola miałem o 7:10. Zjadłem śniadanie w jednym z fast foodów w przejściu podziemnym i czekałem na TLK Podlasie. Pięć minut przed odjazdem podjechał nowy EZT ED 74. Wewnątrz tak jak w każdym innym pesowkim szynobusie tylko tyle, że w tym jest pierwsza klasa. Trasa przebiegał przez mało ciekawe krajobrazy- płaski, wiejski teren i od czasu do czasu przemijał jakiś las. Do Terespola dojechałem o 9:42. Po wyjściu z pociągu zacząłem robić zdjęcia, czyli tak jak zazwyczaj to robię. A tu niespodzianka. Podchodzą do mnie sokiści z zapytaniem "co ja robię " na co odpowiadam, "że zdjęcia pociągów, bo mi się podobają" na to oni " no dobrze, nie ma zakazu robienia zdjęć, ale proszę o dokument tożsamości" Myślę sobie OK, stacja graniczna niech sobie spisują. Pierwszy raz miałem taką przygodę, kilka lat temu,gdy wzięli mnie za graficiarza robiącego zdjęcia swoim artystycznym dziełom umieszczony na taborze.
 Poranek na stacji w Terespolu 
 Wnętrze ED 74
 Na temat Terespola za wiele nie wiedziałem, tylko tyle, że jest to miejscowość nadgraniczna z Białorusią i znajdują się rosyjskie fortyfikacje. Po wyjściu z dworca znalazłem się na głównej ulicy Terespola ul. Wojska Polskiego, skierowałem się w lewą stronę. Miasto wyglądało na wymarłe, myślałem że to ze względu na to, że jest niedzielny poranek, lecz po chwili z kościoła wyszła cała masa ludzi. Ominąłem to miejsce i poszedłem dalej, po drodze minąłem dwa pomniki oraz ciekawe stare drewniane domy. Na samym końcu drogi doszedłem do cmentarza, na którym jest klimatyczna prawosławna kaplica.
 Stare drewniane domy zdobiące jedną z ulic 
Pomnik z tablicą upamiętniającą poległych w walkach o niepodległość 
Żelazny obelisk wzniesiony na pamiątkę ukończenia pierwszej w Królestwie Polskim drogi bitej Warszawa-Siedlce-Terespol-Brześć
Prawosławna kaplica z 1892 r.
 Następnie chciałem odwiedzić wcześniej wspomniane fortyfikacje, tylko znów nie wiedziałem jak tam dotrzeć. Wróciłem do stacji przy której znajdowała się mapka oraz zapytałem tubylca o drogę i ruszyłem. Można było przejść podziemnym przejściem pod dworcem lub dookoła dworca, czyli główną drogą do przejazdu kolejowego, następnie w prawo w kierunku urzędu celnego. Miałem jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby zrobić sobie kółeczko. W końcu doszedłem do tabliczki oznaczającej koniec Terespola, trochę zwątpiłem i zapytałem kolejną osobę, która kazała mi skręcić w lewo z głównej drogi co też poczyniłem. Po chwili już zauważyłem znak z napisem wsi Łobaczew Mały, do której miałem dotrzeć oraz kolejny, który kierował to fortu. I po 30 minutach drogi, w końcu dotarłem. Rosyjskie Forty stanowią zewnętrzną część pierścienia obronnego Twierdzy Brzeskiej, lecz nie spodziewałem się, że to będzie takie wielkie. Ogromne fortyfikacje z XIX wieku otoczone fosą. Jest tylko jedno miejsce, odchodzące od asfaltowej drogi,z którego można się dostać na wyspę.  Podszedłem z podziwem do jednego z bunkrów później do kolejnych, do niektórych z nich można było wyjeść oczywiście jeżeli się posiada latarkę. Wszedłem również na górę jednego z fortów, całość wyglądała na ciekawy układ w kształcie podwójnej strzałki- jedna pod drugą. Jedno co mnie wkurzało to syf znajdujący się na ternie, pełno porozbijanych butelek, śmieci itp. ale tak po za tym to zajebisty klimat.
 Jedyna droga na forty,po lewej stronie widać pozostałość po moście


  Był to mój ostatni punkt wycieczki, z którego udałem się na dworzec kolejowy, gdzie czekał na mnie EZT ED 74 odjeżdżający o 13:12 TLK Kujawiak do Piły Głównej. Cała podróż przebiegała bez problemu, z każdą kolejną stacją rosłą frekwencja, w końcu poczułem co to znaczy pierwsza klasa w pesie. O godzinie 15:55 wysiadłem  w Warszawie Centralnej, z której 40 minut później odjechałem TLK Baczyński do Wrocławia Głównego. Jadąc samotnie w przedziale miło wspominałem chwile spędzone podczas tego wyjazdu, a w szczególności w Zagórzu, do którego będę musiał zawitać na dłużej. Moja podróż skończyła się punktualnie we Wrocławiu o godzinie 22:37...a mogłaby trwać wiecznie.

TLK Baczyński na stacji Łódź Kaliska po zamianie czoła